Daisy Girl

powrót

Obraz zatytułowany Daisy Girl jest zainspirowany kontrowersyjną reklamą polityczną amerykańskiego prezydenta Lyndona B. Johnsona z 1964 roku. Choć ten sześćdziesięciosekundowy spot wyemitowano tylko raz, wielu uznało go za główny czynnik zwycięstwa Johnsona nad Barrym Goldwaterem i zwrotny moment w historii reklamy politycznej. Film uważany jest za początek ery kampanii negatywnych, mimo że nazwisko przeciwnika nie pojawia się ani razu, a sztab wyborczy stworzył kilka spotów o równie kontrowersyjnym przekazie (np. Eastern Seaboard oraz Girl with Ice Cream Cone). Film przełamał dotychczasową formułę reklam politycznych, zdominowanych przez półgodzinne przemówienia urozmaicane krótszymi spotami lub piosenkami. Zwięzły w formie, szokował emocjonalnym przekazem zasadzającym się na straszeniu wyborców perspektywą wojny nuklearnej, do której w podtekście miał doprowadzić Goldwater. Autorzy kierowali się dewizą, że reklama stanowi przede wszystkim formę perswazji, a ta zaś nie jest nauką, lecz sztuką. Dlatego sięgali po nieprzemyślane wypowiedzi przeciwnika i odrzucili racjonalną krytykę na rzecz dosłowności oraz wywołania strachu – podyktowanego w dużej mierze niedawnym kryzysem kubańskim.

Osiowski z filmem zetknął się w Londynie na początku lat osiemdziesiątych. Wtedy powstały pierwsze szkice do cyklu z motywem tytułowej dziewczynki. Malowanie obrazów rozpoczął w 1987 roku w Kopenhadze. Doświadczenie to po latach opisał w swoich notatkach: „Po obejrzeniu filmu zadałem sobie pytanie, ile jeszcze mamy czasu nim taka «atomowa bomba» politycznych kampanii wybuchnie naprawdę?”. Do pracy nad obrazami wrócił w latach dziewięćdziesiątych i kontynuował ją do końca dekady. Punktem zwrotnym była rozmowa z Fredem Martinem, doradcą amerykańskich kampanii prezydenckich, którego poznał w 1991 roku, i to właśnie jego wyjaśnienia zmotywowały Osiowskiego ostatecznie. Na cykl składa się dziesięć obrazów, o numeracji zgodnej z „odliczaniem” dziewczynki występującej w spocie, która myli się, opuszczając cyfrę „sześć”, a następnie powtarza ją dwukrotnie. Nim w wyliczance dochodzi do dziesięciu, odrywając kolejne płatki tytułowej stokrotki, z offu pojawia się głos odliczający czas do detonacji bomby atomowej. Twórcy spotu przyznawali się do inspiracji filmem 400 batów (tytuł oryginalny: Les quatre cents coups) z 1954 roku, w reżyserii François Truffauta. Aby podkreślić dramatyzm śmierci dziecka, reżyser zamroził ujęcie i zrobił zbliżenie na jego nieruchome oblicze. W reklamie zaś dziecięcy głosik przechodzi w nieludzkie odliczanie zakończone widokiem atomowego grzyba. Tak oto w kampaniach politycznych zaczęto stosować techniki perswazji emocjonalnej, dotąd wykorzystywane w sprzedaży samochodów czy środków czystości. Osiowski skomentował to następującymi słowami: „Niedawno, chyba z okazji pięćdziesiątej rocznicy filmu, przeczytałem w «Washington Post», że Daisy to matka wszystkich kampanii negatywnych. Oraz takie zdanie: «Daisy was a full-throated, gloves-off, take-no-prisoners negative message». Hello, jak się macie?”.

Pokłosiem tych rozważań są również zapiski z 2019 roku: „A jaki jest obraz dzisiejszego świata? Uległ dekompozycji. Rozsypują się elementy tego obrazu. Widzę czyjąś twarz, ale w tle pojawia się inna; nie wiem, czy istnieje takie pojęcie, czy je wymyślam ad hoc, ale dla mnie to obrazy fantomowe, jak w zainfekowanych plikach. Ktoś gmera w otaczającej nas rzeczywistości, ktoś finansuje armię trolli. Czołgami się handluje, wojnę prowadzą hakerzy. Gdzie, jaką, w czyim imieniu i w czyim interesie? Jeśli już wysyłają czołgi mordować cywilów to nie bardzo wiadomo, o co chodzi. Manipulacje z czasów wiary w podprogowy przekaz, czasów emisji Daisy Girl czy wojenek Hoovera z Lennonem wyglądają jak niewinne pląsy. Sypie się obraz, zacierają pojęcia. Dla Wittgensteina rzeczywistość to nie prosta suma faktów; to fakty w przestrzeni logicznej, a zadanie filozofii polega na uwolnieniu naszego rozumu od pomieszania i zakłopotania powodowanego przez język. Rzecz w tym, że manipulacja prosta, taka na poziomie dzisiejszej partyjnej telewizji, uległa głębokiej prymitywizacji. To cep do pustoszenia mózgów. Nie ma jakichś «innych faktów» tworzących jakąś «nową sumę faktów w przestrzeni o zmienionej logice» bo nie ma czegoś takiego jak nielogiczna logika. Bełkot jest bełkotem, kłamstwo kłamstwem. Witamy w świecie Orwella”.