Malarstwo dla ludności cywilnej

powrót



Osiowski już we wczesnych pracach często odwoływał się do języka symboli używanych przez oficjalną propagandę. Owe symbole, poprzez użycie w konwencjach dalekich od pierwowzoru, nabierały cech kontestacyjnych, ukazywały fasadowość charakteru systemu i postępujący rozkład jego dogmatów. W latach osiemdziesiątych, kiedy Osiowski rozpoczął swój cykl „Malarstwo dla ludności cywilnej” nie było oficjalnego przyzwolenia na krytykę. Jednak ta, mimo że niewypowiadana wprost, była zjawiskiem powszechnym, podsycanym dzięki drugiemu obiegowi, wystawom organizowanym w kościołach i prywatnych mieszkaniach. Przemycano ją też przez coraz bardziej dziurawe sito cenzury pod postacią aluzji i „puszczania oka” do odbiorcy. Lata prób obejścia cenzury przyczyniły się do wypracowania repertuaru symboli i metafor. Wiele z realizacji Osiowskiego powstałych w latach osiemdziesiątych w zamierzony i oczywisty sposób porusza wątki polityczne; są zarówno próbą charakterystyki ówczesnych realiów, jak i ich kontestacją. Obrazy takie jak „Salisbury Cathedral”, „Words don’t come easy”, „Mężczyźni o zaciętych twarzach i niezidentyfikowanej tożsamości” są próbą charakterystyki ówczesnych realiów, jak i ich krytyką. W pracach tych stworzył własny słownik symboli utożsamianych z opresją, reżimem, propagandą i polityką partii: Orwellowskie świnie, kapelusze dygnitarzy partyjnych, budynki Pałacu Kultury czy Domu Partii.
Posługując się metaforą, artysta opowiada o PRL-owskich realiach w serii prac zatytułowanej „Katedra w Salisbury”. Tytuł został zapożyczony od Johna Constable’a, który w latach dwudziestych XIX wieku na życzenie biskupa Johna Fishera rozpoczął cykl obrazów i szkiców poświęconych tej jednej z ważniejszych gotycki katedr. Najbardziej znane przedstawienie zostało wykonane z perspektywy włości duchownego. W 1823 roku praca była pokazana w Royal Academy, a sam artysta zdawał się zadowolony z efektu finalnego. Entuzjazmu nie podzielał sam biskup, który poprosił o wykonanie nowej wersji obrazu o nieco mniej ponurym kolorze nieba. Malarz, który za swego życia w Anglii sprzedał tylko dwadzieścia obrazów, zastosował się do wytycznych.
Historia przemalowywania nieba jest dla Osiowskiego przykładem odwiecznej ingerencji władz w zakres sztuki. Dlatego strzelisty budynek katedry pojawia się jako jeden z rozlicznych elementów bogatego „inwentarza” skojarzeń, zestawionych ze sobą na płótnie. W wersji Osiowskiego syntetycznie ujęta bryła świątyni, której biel harmonijnie współgra z błękitem nieba, stanowi centrum, wokół którego krążą luźno powiązane ze sobą motywy: portret Constable’a i jego patrona, ale także Adam Mickiewicz, George Orwell, wielbłądy, przyodziany w garnitur prosiak oraz nakrycia głowy. W tle majaczy warszawski Dom Partii z czerwoną flagą. Przed nim pochód sowieckich żołnierzy, którzy, jak to u Osiowskiego, zostali pozbawieni całego dostojeństwa; maszerują, ale pijani, potykając się o własne nogi. Na pierwszym planie pojawia się poszarzały Pałac Kultury, symbol ówczesnego układu politycznego