Portret Polaków

Każda grupa, każde pokolenie wskazałyby inne wydarzenia historyczne, postaci, zabytki czy symbole jako kluczowe dla kreowania własnej tożsamości i pamięci historycznej. W 2007 roku Osiowski natknął się na ranking, w którym Polacy mieli wskazać najważniejsze symbole polskości. Oczywiście, zaledwie w dwa lata po śmierci, listę otwierał Jan Paweł II. Dalej pojawiali się Kopernik, Wałęsa i Chopin, ale też orzeł, Bitwa pod Grunwaldem, a nawet żubr, wódka, karp oraz Pałac Kultury. Dla Osiowskiego lista ta, jak sam mówi „z lekka absurdalna”, stała się inspiracją do namalowania równie przewrotnego Portretu Polaków. Jak mówił, jest to „zbiorowy portret narodu z papieżem, orłem, darem narodu radzieckiego, za który sami zapłaciliśmy, oraz rybą i butelką wódki”. Artysta najwyraźniej postanowił dla każdego symbolu w serii wykorzystać zróżnicowany arsenał malarskich technik, formalnych rozwiązań i źródeł ikonograficznych. Czy w ten sposób podjął pewne wyzwanie malarskie, nadał podjętemu tematowi wymiar równie absurdalny, jak jego zdaniem jest sam ranking, czy też ukrył w obrazach treści nieoczywiste? Sam artysta unika odpowiedzi, koncentrując się na szczegółach poszczególnych prac. I tak o „portrecie” papieża mówi: „Wielkość Jana Pawła II, jego światowy format, został w Polsce karykaturalnie zniekształcony przez jarmarczny kult, koszmarne pomniki, absurdalną «walkę o katolicyzm» – głównie tych, którzy wartościom katolickim przeczą swoimi postawami. Kraków, który stał się dla mnie w pewnym sensie drugim domem, pełen jest kiczowatych «pamiątek», a miasto Karola Wojtyły zamieniło się w stragan z dewocjonaliami”. Obraz Osiowskiego skomponowany jest ze zużytych T-shirtów z wyidealizowanym wizerunkiem papieża.
Z kolei Mikołaj Kopernik pojawił się w pierwszej wersji jako płasko, niemal plakatowo namalowana podobizna znana ze wszystkich dotychczasowych przedstawień. Ale z pewnym zaskakującym szczegółem: w wersji Osiowskiego Kopernik stał się „złotousty”. Później powstała druga wersja, po telefonie od Ryszarda Grzyba informującego o przełomowym okryciu w Toruniu; znalezione w tym mieście szczątki Kopernika umożliwiły naukowcom odtworzenie rysów twarzy astronoma w wieku siedemdziesięciu lat. Wizerunek ten dalece odbiega od funkcjonującego w powszechnej świadomości obrazu twarzy okolonej burzą ciemnych włosów. Z płótna Osiowskiego spogląda na nas przestraszony staruszek o lekko zdeformowanej twarzy; brak atrybutów nie pozwala na utożsamienie go z bohaterem, który wstrzymał Słońce i ruszył Ziemię.
Karp wymagał wielu szkiców, jak przyznaje autor. Pierwsze, monochromatyczne, redukują obraz do samego napisu imitującego komputerowe wycięcie tekstu. Następnie pojawiają się studia nad kolorem inspirowane niewielką akwarelą Andrzeja Wróblewskiego przedstawiającą… karpia. Osiowski sięga po geometryczne formy, w jakie Wróblewski „ubrał” swojego karpia, adaptuje kolory i tworzy ostatecznie wersję, którą, jak sam przyznaje, celowo „postarzył”: „Twórczość Wróblewskiego, niewątpliwie wybitnego, nowatorskiego i radykalnego artysty traktowana obecnie z pewną pobożnością należy do przeszłości kryjącej mroczne klimaty tamtych lat. Pewien wybitny historyk sztuki powiedział mi kiedyś, że Wróblewski był zajadłym komunistą, co przykrywa się dzisiaj hasłem eksperymentów na pograniczu socrealizmu i abstrakcji”. Wydaje się, że największym wyzwaniem była postać Lecha Wałęsy. W odczuciu Osiowskiego jest ona najbardziej niejednoznaczna, wyrazista, pojawiająca się regularnie w prasie i telewizji, obecnie głównie w negatywnym świetle. Osiowski podkreśla, że Wałęsa jest symbolem upadku komunizmu, twarzą prawdziwego polskiego sukcesu na skalę światową: „Kiedyś jak ktoś popadł w niełaskę Stalina, to go z kart encyklopedii wycinano, a na zdjęciach retuszowano. Teraz kołata do bram nowa bolszewia i też chcieliby Wałęsę wygumkować z kart historii. To jest temat do malowania. Ale to ma być portret wielkiego Wałęsy, postaci historycznej uwikłanej w jakieś gry, a nie obraz kompleksów człowieczka, który sam chciałby się na krzywy ryj na te karty historii dostać. To jest zupełnie inny temat, chociaż też malarski”.
Osiowski nawiązał do grafiki stworzonej przez Jacka Fedorowicza, będącej odpowiedzią na politykę władz PRL i próby zdyskredytowania przywódcy Solidarności, a wręcz do wymazania jego nazwiska z polskiej historii. Portret Wałęsy reprodukowany na powielaczach w wielu egzemplarzach, opatrzony był podpisem przypominającym treść muzealnej tabliczki „Portret nieznanego mężczyzny z wąsem (II połowa XX wieku)”. Przedstawienie jednego z najsłynniejszych Polaków w taki sposób, jak gdyby jego działania nigdy nie miały zapisać się na kartach historii, było formą zobrazowania marzenia przedstawicieli partii, którzy w powszechnej świadomości chcieli uczynić laureata Nagrody Nobla zwykłym obywatelem. Wałęsa określany w mediach był jako „osoba prywatna”, co miało przeczyć zarówno jego przywódczej roli, jak i istnieniu Solidarności i jakiejkolwiek opozycji. Na Zachodzie uchodził natomiast za ikonę walki niepodległościowej.