White Man

powrót

akryl, olej i papier na płótnie, 180 x 423 cm

Obraz „White Man” Osiowski określa najbardziej politycznym ze wszystkich swoich realizacji. Prace nad tym obrazem, szerokim na prawie 4,5 metra i wysokim na niemalże 2 metry, rozpoczął jeszcze w Warszawie, a kończył już w Kopenhadze.​

W wielkoformatowej pracy, nasuwającej skojarzenia z bilbordem, Osiowski wykorzystuje wizerunki ważnych osobowości dla brytyjskiej kultury, operuje skojarzeniami i skrótami. Na obrazie pojawiają się wizerunki poetów, muzyków, aktorów, sportowców oraz cytaty z kultury masowej, nowojorskie „dzieci ulicy”, wycinki z reklam. Kluczowym elementem jest jednak tekst wykonany przy pomocy szablonów. Artysta zestawił w trudno rozpoznawalny sposób, nawet dla miłośników angielskiej poezji, fragment poematu „The White Man’s Burden” Kiplinga z końca XIX wieku z tekstem piosenki zespołu Queen „White Man”. Pisarz ceniony w Wielkiej Brytanii, uhonorowany Nagrodą Nobla, pozostawił bogatą spuściznę, która wywoływała wiele kontrowersji. Polskiemu czytelnikowi kojarzy się głównie z „Księgą dżungli”. Osiowski wspomina: „Na Kiplinga trafiłem studiując bliżej Orwella. Znalazłem u niego mniej więcej taką opinię: ‘Rudyard Kipling jest agresywnie imperialistyczny, moralnie niewrażliwy i odrażający estetycznie’. Potem trafiłem na jego wiersz The White Man’s Burden, który miał zachęcać Amerykanów do kolonizacji Filipin. Z naszej perspektywy dość obrzydliwy i rasistowski, a nawet wówczas kontrowersyjny” (M. Osiowski). Samo pojęcie „brzemię białego człowieka” ma korzenie wcześniejsze niż wiersz Kiplinga z przełomu wieków, bo sięga epoki wiktoriańskiej i podnosi do rangi moralnego obowiązku spoczywającego na barkach „białej rasy” by rządziła „nie-białymi” ludami planety Ziemia, zachęcała ich do postępu, który opiera się na aktywności katolickich misjonarzy wypierających religie tubylców.​

Utwór „White Man” zdecydowanie wyróżnia się na tle twórczości brytyjskiego zespołu, Osiowski opisał ją jako „chyba najcięższego kalibru pieśń w twórczości Queen; o cierpieniu rdzennych Amerykanów z rąk europejskich imigrantów”. Z fragmentów poematu Kiplinga i piosenki Queen złożył jedną całość. Z językowego punktu widzenia wybrany fragment współczesnej piosenki brzmi „kiplingowsko”. Dominujący kompozycyjnie tekst uzupełnił portretem niepozornego Rudyarda Kiplinga oraz Freddiego Mercurego, którego głowa zwieńczona jest koroną, elementem estradowej kreacji. Królewskie insygnium z obrazu Osiowskiego, o barwie czerwonej, symbolizuje już nie ekstrawagancję muzyka, ale przelaną krew za czasów brytyjskiego imperium. Dodać należy, ze Freddie Mercury pochodził z Zanzibaru, kolebki handlu niewolnikami, gdzie zresztą Osiowski był w swoich rozlicznych podróżach.​

Również w Londynie znalazł inspiracje i wskazówki dotyczące rozwiązań formalnych. Na Charing Cross pośród stoisk z książkami i czasopismami znalazł starą rycinę. Od handlarza dowiedział się, że  była to kartka z „Yellow Book”, popularnego wydawnictwa z przełomu wieków z rycinami m.in. autorstwa Aubrey Beardsley’a, na których wzorował się autor okładki płyty „Revolver” zespołu The Beatles. W tej samej manierze Osiowski narysował profil Alana Price’a, śpiewającego utwór „O! Lucky Man” pochodzącym ze ścieżki dźwiękowej filmu o tym samym tytule w reżyserii Lindsay Andersona. Z filmem związana jest także postać Micka Travisa, granego przez Malcolma McDowella, która pojawia się kilkukrotnie na płótnie. Zdjęcia i wycinki przedstawiające wiktoriańskiego pisarza, miniatury z królewskim profilem, oczy wycięte z reprodukcji prac Picassa, a stylizowane na sztukę afrykańską, zostały skumulowane przy wyraźnie zaakcentowanym uchu słynnego wokalisty. Wizerunki zdają się inspirować muzyka do napisania utworu o zdegenerowaniu i chciwości, nie tylko kolonialistów, ale ludzkości jako rasy. Filmowe motywy są pomostem pomiędzy dwoma narracjami prowadzonymi równolegle przez Osiowskiego, ponieważ i w nim zwrócono uwagę na fakt niesprawiedliwości etnicznych i społecznych. „O, Lucky Man” opowiada o próbach odnalezienia się w realiach kapitalistycznego rynku w Wielkiej Brytanii przełomu lat 60 i 70. Otwierająca scena filmu stylizowana jest na „Narodziny narodów” w reżyserii Griffitha i ukazuje ukaranie uciśnionego pracownika plantacji kawy. Zarówno rolę uciemiężonego tubylca, jak i rolę młodego pracownika korporacji odegrał ten sam aktor, co wskazuje ciągłość eksploatowania klasy pracującej, nieważne czy w koloniach, czy w ojczyźnie, czy na plantacji, czy w nowoczesnym biurowcu. Uniwersalność przesłania zasugerowana zostaje już w pierwszym utworze ścieżki filmowej, gdzie padają słowa: „Jeśli dotarłeś do sedna prawdy | W tym starym świecie | Jesteś szczęściarzem! | Jeśli wiedza ta, miast łańcuchów | A perłową kolią szyję twą okala | Jesteś szczęściarzem!” (tłum. Katarzyna Piskorz).