#grupawolno

Od 2018 roku Osiowski współpracuje również z młodą artystką, absolwentką warszawskiej ASP Julią Słonecką, tworząc wraz z muzykiem i reżyserem Antonim Gustowskim #grupęwolno. Osiowski i Słonecka wspominają swoje spotkanie: „Zaskoczyło nas, że tak podobnie myślimy o malarstwie. Od razu zdecydowaliśmy na współpracę”. Osiowski dodawał, że w tekstach teoretycznych Julii znalazł wiele wspólnego z tym, co sam pisał trzydzieści lat wcześniej. Młoda malarka podzielała również jego inspiracje Wittgensteinem czy fascynację Powiększeniem Antonioniego. Wspólne malowanie zaczęli już następnego dnia po spotkaniu. Podkreślają, że dużo rozmawiają, jednak ich naturalnym językiem pozostaje rysunek. Zaczęli od szkiców, które w trakcie pracy zamieniają się w notatki ze spotkań. Na arkuszu tektury dokonują syntezy swoich pomysłów będących owocem rozmów i eksperymentów formalnych. Uzupełnieniem rysunków są wklejane zdjęcia oraz kartki z kalendarza, które domykają całość w skończoną kompozycję. Tak powstają Dzienniki. Wiele z motywów, które po raz pierwszy pojawiły się w tej formie, znalazło swoje rozwinięcie w formie malarskich cykli. Przykładem jest Mona Lisa z Finlandii, Obrazy o relacjach czy Wyspy. W realizacjach tych powraca ważne dla całej grupy prowokacyjne hasło „nam wszystko wolno”, w domyśle zakreślające ramy, w których artysta ma przyzwolenie do nieskrępowanego działania.

Instrukcja obsługi lodówki, pudełko zapałek czy opakowanie od farb olejnych okazały się być dla artystów nieoczywistym źródłem pomysłów i tematów malarskich. W swoich wspólnych pracach odnoszą się do roli języka i jego funkcji, problemów tożsamości symboli i znaków oraz podejmują grę z konwencjonalnym myśleniem o sztuce przedstawiającej i abstrakcyjnej. Wyrazili to wprost w portrecie Platona z ironicznym dopiskiem „Mimesis. Rusrs?” (are you serious?). Z kolei seria prac Dojenie van Gogha stanowiła pytanie o rolę pamięci, sposoby interpretacji sztuki i o relacje sztuki z dzisiejszymi realiami rynku. Czy to van Gogh? Portret nierozumianego za życia artysty? Czy opakowanie po farbach? Żartobliwy i zaskakujący tytuł obrazu posłużył nazwie ich debiutanckiej wystawy w grudniu 2018 roku. Jest to także pewnego rodzaju manifest #grupywolno.

W trakcie spotkań dwójki malarzy płótno staje się polem eksperymentów i poszukiwania formy, której ostateczna postać wydaje się najsłuszniejszą w ujęciu dwojga artystów obdarzonych różnym temperamentem i bagażem doświadczeń, różnymi osobowościami. Słonecka i Osiowski podkreślają, że istotnym elementem wspólnych poszukiwań i dyskusji jest współpraca z Antonim Gustowskim. Osiowski mówi: „W pracowni nie tylko machamy pędzlami, a muzyka to nie tylko walenie w klawisze. Sztuka to namysł”. Osiowski też dużo pisze. Jego twórczość literacka, teksty teoretyczne, poezja i proza – szczególnie te z początków kariery, w ważny sposób podkreślają nierozłączność języka literackiego i malarskiego, ułatwiają odbiór sensów obrazów, ale także dają wgląd w integralność tych dwóch dziedzin. Warto podkreślić, że podobnie jak w swym malarstwie, Osiowski nie posługuje się konwencjonalnymi formułami; jego teksty przesiąknięte są żartem, nieraz myśli bywają sformułowane bardzo dosadnie. Teksty Osiowskiego, pisane od czasów studenckich, ożywione kompozytorskimi talentami Gustowskiego, zostały zaprezentowane publiczności w trakcie wernisażu debiutanckiej wystawy #grupywolno. Osiowski napisał o tej współpracy, przybliżając swoje zainteresowania historią, a przy okazji ujawniając charakterystyczne drogi skojarzeń, którymi grupa potrafi przenieść się ze starożytności do aktualnej polityki: „Jak malujemy z Julią, bo pytają. Malujemy instrukcję obsługi lodówki. Bo zgodziliśmy się, że obraz można namalować z każdego powodu. A że wnieśli lodówkę, to czemu nie? Pudełko zapałek? Też dobre. Szczególnie jeśli ma plamę przypominającą okrągły cień w scenie przy grobie; cień i ba zmarłego czy inne formy u stóp bogini Nut wychodzącej z sykomory by karmić zmarłego i jego ba. Czym jest ba? Duszą, po naszemu, podobnie jak ka i ach z tą różnicą, że ba przybierać mogło dowolną formę, np. ptaka z ludzką głową, a ka było zawszę przedstawiane jako człowiek, dokładniej w takiej formie, bo człowiekiem nie było. Bogini Nut, poza nieinteresującą nas teraz formą Kosmicznej Krowy, głownie zajmowała się wspieraniem nieba, i to nam odpowiada. Podobnie jak interesuje nas ka; jest nie tylko przedstawiane w formie człowieka, jest duchowym elementem towarzyszącym człowiekowi od narodzin, jest idealnym, pozbawionym wad wzorcem, w którym skupiają się nasze dobre cechy i energia witalna. Niektórzy dostrzegają tu pierwowzór platońskiej idei – a to prowadzi nas (prostą drogą) do mimesis, lecz zanim tam trafimy zanurzamy się w teologii heliopolitańskiej. Widzimy jak wielkie, fundamentalne wręcz znaczenie miało imię. Determinowało indywidualność człowieka, jego egzystencję. Tworzymy coś poprzez nazwanie, i odwrotnie – niszczymy poprzez niszczeniem imienia. Coś to komuś przypomina? Kogoś wygumkować? Zastępować? Usunąć z historii i zastąpić sobą samym?”.