2020

Dowiedz się więcej

„Art on art” – zamknięcie wystawy (10.11.2019 r.)

„Art on Art” – otwarcie wystawy (29.10.2019 r.)

Marcin Osiowski „Art on Art” (29.10 – 11.11.2019 r.)

Tytuł wystawy „Art on Art.”, czyli sztuka o sztuce, lub obrazy o obrazach (tym polskim tytułem posługuje się sam malarz) odnosi się do jednego z ważniejszych cyklów w malarskim dorobku Marcina Osiowskiego, kontynuowanego przez artystę przez niemalże cztery dekady – od czasów studenckich po płótna powstałe w tym roku.

Krytyka pewnych aspektów współczesności to nieodłączny element twórczości Osiowskiego, jednak punktem wyjścia dla kolejnych płócien zawsze jest myślenie w kategoriach formalnych, czysto plastycznych. Tematy, które dzisiaj kwalifikujemy do domeny sztuki krytycznej, rozwijały się w twórczości artysty równolegle z fascynacją dokonaniami przeszłych pokoleń artystów. Konfrontacja ta jednak nigdy nie nosiła znamion rywalizacji, stanowiła raczej formę ciągłego poszukania tego, co zostało niedopowiedziane i wymaga rozłożenia na czynniki pierwsze, przede wszystkim po to, żeby samemu lepiej je zrozumieć, by rzucić na nie nowe światło.

Tytuł serii obrazów, a za nim tytuł wystawy odzwierciedla refleksję nad samym medium malarskim, ale stawia także pytania o rolę sztuki w społeczeństwie, o status dzieła i artysty, a także jego odpowiedzialność wobec otaczającej rzeczywistości. Marcin Osiowski od czasów studenckich w swojej sztuce podejmował eksperymenty, w których zestawiał ze sobą arcydzieła, polityczne symbole albo wycinki z pism pornograficznych z przemyśleniami po lekturze książek historycznych i filozoficznych oraz z motywami z kultury popularnej, filmów i muzyki. Płótna budowane na zasadzie gry skojarzeń często charakteryzuje złożona ikonografia. W duchu pop-artowskim zostają zestawione ze sobą wizerunki celebrytów, pisarzy, poetów, filozofów – w szczególności Wittgensteina, postaci z filmów od Daisuke Itō, przez Bergmana, aż po O Lucky Man! Lindsaya Andersona oraz motywy z obrazów innych artystów, cytaty zaczerpnięte z rzeczywistości pod postacią etykiet, wycinków z gazet i ulotek.

Finalny efekt wizualny, który mógłby zostać skwitowany słowami „o, jakie to ładne”, niewątpliwie nie stanowi celu malarstwa Osiowskiego. Jednak nie można powiedzieć, aby jego prace cechował programowy antyestetyzm, nieliczne bowiem prace robione są „na gorąco”, bez uprzedniego przemyślenia. Osiowski zdaje się wychodzić założenia, że za sztukę warto się zabrać, gdy ma się coś do powiedzenia: z jednej strony sztuka zawsze „zajmuje się sama sobą”, ale z drugiej sytuacja czasem zmusza artystę do zabrania głosu. Propaganda komunistyczna, pogarda dla jednostki, zakazy i nakazy mające budować poczucie zagrożenia były takimi okolicznościami w latach osiemdziesiątych. Z kolei uprawianie sztuki w drugiej dekadzie XXI wieku w Polsce, i nie tylko, stawia artystę wobec problemów naruszania wolności zagwarantowanej – zdawać by się mogło – przez demokrację, a nierzadko także przed próbą poszerzania samej definicji wolności słowa w sztukach wizualnych.

Zaprezentowane na wystawie prace z cyklów „Obrazy dla ludności cywilnej”, „Flagi”, „Portret Polaków” odzwierciedlają przeświadczenie, że artysta ma prawo, a nawet obowiązek mieszania się w sprawy aktualne i ważne; Osiowski podejmuje namysł nad funkcjonowaniem społeczeństwa, wpływem mediów i systemami kreowania informacji. Stawia pytania, które boją się odpowiedzi ostatecznych bardziej niż faktu pozostania bez odpowiedzi. Nie stroni od polityki, jeśli ta ingeruje w te obszary rzeczywistości, które zarezerwowane są dla nieskrępowanej myśli, kreatywności i emocji. Jego płótna są wyrazem przekonania, że granice działania artysty nie są wcale wyznaczone. Malarz metaforycznie poddaje rzeczywistość poetyckiej interpretacji, zachowując dystans i poczucie humoru. Jako malarzowi wolno mu; wolno mu czytać, wolno obserwować, wolno odwiedzać galerie i muzea, i następnie to komentować poprzez obraz lub tekst literacki. Obie formy są bowiem próbą dochodzenia do zrozumienia świata w czasach, gdy zasady nim rządzące stają się coraz mniej uchwytne.

kurator wystawy: Katarzyna Piskorz

współpraca: HOS gallery

wernisaż: 29.10.2019 r., godz. 19.00

wystawa: 29.10 – 11.11.2019 r.

ul. Młocińska 5/7
01-065 Warszaw

„Nic nie widzicie, nic nie rozumiecie” („50 plus”), 28.09.2019 r.

#grupawolno przygotowuje jednodniową wystawę połączoną z happeningiem/ koncertem muzyki skomponowanej do obrazu.

M. Osiowski i J. Słonecka, „Nic nie widzicie, nic nie rozumiecie („50 plus”)”, technika mieszana, 230 x 1000 cm (detal)

28 września 2019, godz. 17.00
Galeria Kuratorium, Sienna 43A, 00-001 Warszawa

kurator: Katarzyna Piskorz
współpraca: HOS Gallery

„A jeśliby w poszukiwaniu wskazówek co do istoty swego kraju <obywatele> obejrzeli jego banknoty, znaleźliby wśród masy różnego barokowego śmiecia taki oto obrazek ściętej piramidy z promienistym okiem na szczycie. Nawet sam prezydent Stanów Zjednoczonych nie wiedział, o co w tym wszystkim chodzi. Jakby kraj mówił swoim obywatelom: ‘W nonsensie siła’”.

– Kurt Vonnegut, „Śniadanie mistrzów czyli żegnaj, czarny poniedziałku”, tłum. L. Jęczmyk

W trakcie happeningu podczas otwarcia pierwszej wystawy #grupawolno w grudniu zeszłego roku, miedzy tekstami o sztuce i filozofii, padły ze sceny słowa o dziennym artystycznym minimum w postaci 50 złotych w następującej kwestii:

„Sztuka jest rozważana przez filozofię. Pytanie kantowskie brzmi: czy powinna być? Co sprawia, że sztuka staje się kwestią filozoficzną, tematem dla filozofii? Stoimy tu przed dużo głębszym pytaniem o spadek Ludwika Wittgensteina dla estetyki. Zdaniem Wittgensteina główne filozoficzne zadanie polega na uwolnieniu naszego rozumu od pomieszania, zakłopotania i zaczarowania powodowanego przez język. Wspomnieliśmy staruszka Immanuela Kanta – jak na Patriarszych Prudach nazwał go ten, który, nie wiedzieć czemu, jedno oko miał zielone – więc wypada wspomnieć jego, Kanta, aprioryzm; pogląd o nadrzędności rozumu w procesach poznawczych, więc w wartościowaniu sztuki również. A skoro mamy mówić o wartości, to może słowo o pieniądzach? Władza jak wiadomo się wyżywi, artysta też, za pięć dyszek dziennie przeżyje, na wszystko starczy; kilka piw kupi, gumki też, będzie też na flaszkę i coś jeszcze na szam zostanie.”

I tak wyłonił się pomysł dzieła sztuki poświęconego banknotowi 50 złotowemu, jego odcieniom niebieskości i charakterystycznemu profilowi polskiego monarchy. Osiowski i Słonecka stworzyli serię serigrafii z powielaną podobizną króla oraz jeden duży obraz-kolaż o wymiarach 2,30 m x 10 m zatytułowany „Nic nie widzicie, nic nie rozumiecie” (akryl, olej, serigrafia, rysunek, papier na płótnie), gdzie pośród błękitnych smug wklejone zostały zdjęcia samych artystów, ich przyjaciół, przedmiotów z najbliższego otoczenia, rysunki inspirujących osobowości takich jak Rembrand, Wittgenstein. Wielu artystów przed nimi poświęciło tematykę swych prac wizerunkom walut lub motywów na nich powracających, inni wykorzystywali imitacje lub oryginały banknotów.
Jednak większość z nich odwoływała się do nich jako symboliki bogactwa, kapitalizmu. Zaś #grupawolno traktuje banknot umownie, nieco frywolnie i pozornie absurdalnie, jako niezbędne dla artysty dzienne minimum do przeżycia.

Intencją artystów jest pocięcie płótna na kawałki i sprzedaż na metry kwadratowe w trakcie kilkugodzinnego performance. Każdy uczestnik akcji może wybrać dowolny fragment płótna, który zostanie profesjonalnie wycięty i naciągnięty na blejtram. Dla fanów grafiki artyści przygotowali niewielkie serigrafie ze zwielokrotnioną podobizną króla. W cenie odpowiadającej ilości umownych „pięćdziesięciozłotówek” na jednym arkuszu.

Całą akcję uświetnia występ niemalującego członka #grupawolno Antoniego Gustowskiego, który przygotował muzyczną ilustrację dla niecodziennych działań wystawienniczo-performatywnych. Repertuar obejmuje przygotowane specjalnie na tę okazję kompozycje z elementami improwizowanymi oraz aleatorycznymi, jak również piosenki „przechwycone” na zasadzie ready-made, „chansons trouvées”.

Akcja ma ironiczny charakter i stanowi rodzaj komentarza wobec prawideł rządzącymi rynkiem sztuki. #grupawolno podejmuje także refleksję nad statusem współczesnego artysty. Akcja stanowi nawiązanie do dyskusji o zawodzie artysty i związanymi z nim współczesnymi uwarunkowaniami. W 2012 miał miejsce pierwszy w Polsce strajk artystów zorganizowany przez Obywatelskie Forum Sztuki Współczesnej. Symbolem tamtego wydarzenia było zdjęcie Zbigniewa Libery sfotografowanego z kartą z napisem „Jestem artystą, ale to nie znaczy, że pracuję za darmo”. Dyskusja trwa, a działalność artystyczna bywa traktowana jako zawód sensu stricte. Dotychczasowe działania #grupawolno podważają mit elitaryzmu sztuki, jej niedostępności i prestiżu, nieznajdującego często odbicia w sytuacji ekonomicznej osób ją uprawiających.

„Biorę piękne zdanie do buzi i ssę je jak cukierek”
Wystawa wspólnych prac duetu OBA (Ryszard Grzyb, Marcin Osiowski) w HOS Gallery, 10.10 – 23.11. 2019 r.

Tytuł wystawy został zaczerpnięty z jednego z pierwszych zdań powieść Bohumiła Hrabala „Zbyt głośna samotność” (1976). Czeski pisarz w roku publikacji tego utworu był rówieśnikiem Grzyba i Osiowskiego, podobieństwa między poszczególnymi artystami przejawiają się zarówno w charakterystycznym poczuciu humoru, wrażliwości łączącej dowcip z melancholią, jak i doświadczeniu tworzenia w cieniu komunistycznego systemu. Jak napisała Anna Maria Leśniewska w jednym z katalogów towarzyszącym wystawie Grzyba: „Hrabal z wyczuwalną delikatnością opisuje sprowadzone do absurdu życie, umiejscowione we wszechobecnej socjalistycznej rzeczywistości, której fragmenty funkcjonują do dziś w wielu krajach środkowej Europy. Wnętrza mrocznych suteren, ciemnych warsztatów, obszarpanych domów, szarych, brudnych ulic, stanowiły nieodłączną scenografię, muzykę ówczesnych czasów. Właśnie tam miały miejsce narodziny nowego myślenia, innego spojrzenia na ludzi, poznawania ich wewnętrznego świata, w którym splatały się w jedność rzeczy wzniosłe i całkiem prozaiczne, powszednie, a jednocześnie magiczne. Te kolorowe sny w czarno-burej rzeczywistości przez osobiste relacje stały się Grzybowi szczególnie bliskie. Kreując własny język sztuki, podjął próbę odpowiedzi na pytanie, co sprawia, że coś zwykłego, nawet ułomnego, może nagle wydać się pięknym?” (M. Leśniewska, „Zakochany w malarstwie”, z katalogu „Ryszard Grzyb. Dziki lud sądzi, że nie ma życia bez wojny”, Muzeum Śląskie, Katowice 2006). Owe próby odmalowania godzenia sprzecznych wartości, stworzenie nowej jakości poprzez oswajanie absurdów są także celem malarstwa duetu OBA. Grzyb przy okazji wystawy „Króliki Grzyba” w Królikarni napisał: „Zasadniczym nośnikiem sensu jest odzwierciedlenie absurdu (sprzeczności) istniejącego w rzeczywistości, w malarstwie. Łączenie dwóch sprzecznych jakości tak, by wynikiem była nowa jakość, coś trzeciego o swojej własnej tożsamości. Na przykład można zestawić element uosabiający tradycję malarstwa renesansowego, dociekliwość, umiar, duch wzrostu z elementem, który wyraża tendencje niszczenia, entropii, przemocy. Dotrzeć do podstawowego sensu malarstwa — odrzeć je ze wszystkich naleciałości. Nie idzie mi o abstrakcję czy realizm, ale o strukturę, o istotę obrazu, której nie wyczerpią nasze definicje. Forma to ów pierwotny stan, zamysł, sens struktury”. Skojarzenia z narratorem „Zbyt głośnej samotności” z Grzybem i Osiowskim ujawniają się również w zamiłowaniu do książek, nieodkrytych światów wykreowanych przez literaturę oraz filozofię. Dlatego na zaprezentowanych na obrazach pojawiają się bezpośrednie odniesienia do twórczości i biografii takich postaci jak Georg Trakl, George Orwell, Ludwig Wittgenstein czy Platon.
Grzyb mawia, że wcześniej został poetą niż malarzem. Swoje pierwsze wiersze napisał w trzeciej klasie liceum plastycznego i opublikował w czasopiśmie „Nowy Wyraz”. W tym czasie fascynował się poezją amerykańską lat 60., w szczególności autorstwa Sylvii Plath, którą cenił za prostotę i bezpośredniość wyrażania myśli. Grzyb pisze poezję po dziś dzień i uważa ją za równoważny dla malarstwa sposób wyrazu. Grzyb na początku lat 2000 malował obrazy, które sam roboczo ochrzcił terminem „pisane”; bazują one na łączeniu formy malarskiej z tekstami, które zostały zaczerpnięte z różnorodnych źródeł. Zdania, które pojawiły się na obrazach zaprezentowanych na wystawie „Największy znaczek pocztowy świata” w Galerii Klimy Bocheńskiej są przeniesieniem treści wcześniej przeczytanych na murach miejskich i ścianach domów. Inne zaś są fragmentami zaczerpniętymi z literatury pięknej i poezji (Cortazar, Dostojewski, Hrabal, Pound). Grzyb wspomina, że mieszkając w Niemczech od 1991, zawsze nosił ze sobą notatnik, w którym notował „wszystko”; zarówno rzeczy błahe, jak i te poważniejsze. Kolekcjonowanie znalazło odzwierciedlenie w akcji „Zdania napowietrzne”. Te zwięzłe komunikaty artysta określał mianem „absurdalnego haiku”. Idea ta ewoluowała i wkrótce krótkie sentencje pojawiły się formie tomiku, a później na stronach gazet, bilbordach rozlokowanych w miejskiej przestrzeni. Osiowski również ma na swym koncie dorobek literacki w postaci książki wydanej przed laty pod pseudonimem. Poetą bywa. Od czasów studenckich swoje myśli dotyczące kultury, sztuki, relacji społecznych, własnych doświadczeń zapisuje w formie luźnych notatek, które w zeszłym roku stały się podstawą artystycznej akcji „Dojenie van Gogha”. Osiowski w swych refleksjach wiele miejsca poświęca roli języka. Myśli zaczerpnięte z lektury pism Wittgensteina i Sontag przekłada następnie na obrazy.
Słowo pisane w twórczości każdego z malarzy odgrywa niebagatelną rolę; inspiruje do malowania, pobudza wyobraźnię, skłania do filozoficznej refleksji, uważniejszej obserwacji użycia języka w życiu codziennym. Prace pokazane na wystawie stanowią odbicie tych zainteresowań. Obrazy, zarówno indywidualne, jak i tworzone w ramach projektu OBA, są inspirowane przeczytanymi lekturami oraz wykorzystują słowo pisane jako element kompozycyjny.
Nie tylko sam przekaz warstwy językowej odmalowanych słów, ale sam ich typograficzny charakter, jest równoważnym nośnikiem treści i emocji. Tworzywem tych obrazów, zarówno w ostatecznym ich kształcie formalnym, jak i sensie, jest w równej mierze słowo, jak i farba. Słowa pojawiają się w różnych konfiguracjach, krzyżują się i przecinają. Zmienia się charakter czcionki, wielkość liter; raz przypominając liternictwo bilbordów czy gazet, innym razem komiksów lub nieporadne odręczne pismo dzieci bazgrzących po kartkach papieru. Szczególną różnorodność w tym zakresie widać w pracy „Park Młodych” autorstwa Grzyba. Tytuł nawiązuje do rzeczywistego miejsca, parku, w którym spotykała się lokalna młodzież. Słowa na płótnie przypominają wielogłos luźnych rozmów młodych ludzi spotykających się przy winie, by dyskutować o życiu, nadziei i miłości.
Słowa pojawiające się na powierzchni płócien uciekają od dosłowności, wzbogacone o kolor, fakturę, wikłane są w nowe konteksty i treści. Ma to miejsce zarówno w momencie łączenia ze sobą różnych tworów kulturowych; poezji z tekstami zaczerpniętymi z pop-kultury („White Man” autorstwa Osiowskiego), jak i w momencie zaprzężenia we wzajemne relacje pojedynczych wyrazów. Wyrazy, krzyżując się ze sobą, przeplatając z innymi elementami kompozycji obrazu, ujawniają nową, zaskakującą wymowę („Rysunek Shiro” autorstwa Grzyba). W pewnym sensie dokonania te jawią się jako dalekie echo poezji konkretnej, której twórcy wskazywali na fakt, że na słowa można patrzeć nie tylko w procesie czytania, ale w procesie poszukiwania doznań wzrokowych i sensualnych. Forma ta chętnie wykorzystywana była przez Dadaistów i Surrealistów, a dokonania ta bliskie są duetowi OBA. Litery pojawiające się na płótnach OBA nawiązują do stylistyki liter przed laty wycinanych przez Osiowskiego z kartonu. W wierszu „Co to znaczy?” z 1993 Osiowski próbując uchwycić charakter relacji słowo – obraz zapisał:
Namalowałem obraz, który był o czymś. Na obrazie napisałem słowa. W zasadzie były to słowa o tym samym, o czym był obraz.
Co tutaj znaczy „W zasadzie”? Spisałem różne historie, które doprowadziły mnie do namalowania tego obrazu. Ten tekst był o czymś, ale obraz nie jest „o czymś” tylko jest obrazem. Istnieje jakaś relacja między tekstem, a obrazem.
Co to znaczy „Jakaś”?
A może nie istnieje?
A jeżeli między tekstem a obrazem istnieje nie-relacja?
Co to znaczy?

Twórczość zarówno Osiowskiego, jak i Grzyba jest pytaniem, czy tekst stający się obrazem nadal pozostaje tekstem. Ważnym elementem wystawy oraz katalogu są teksty Osiowskiego i Grzyba, które powstawały nie z myślą o prezentacji w przestrzeniach zarezerwowanych dla sztuk wizualnych. Pomiędzy tymi tekstami a obrazami artystów zachodzi istotny dialog. Słowa spisane, czy to w formie notatek, luźnych myśli, czy poezji, stanowią uzupełnienie malarstwa, na zasadzie dopowiedzenia treści, poszerzenia wachlarza emocji, którymi dzielą się z publicznością. Twórczość każdego z członków OBA jest formalnie bogata, kolorowa, często zasadza się na absurdzie, ironii. To właśnie w tekstach uważny czytelnik dojrzy ślady melancholii, nieraz rozczarowania, zmęczenia, czy pewien nastrój katastrofizmu. Zarówno książka Hrabala, z której zaczerpnięty został tytuł wystawy, jak i zaprezentowane na wystawie obrazy, łączą żart z powagą, realizm z magicznością i surrealizmem. O książce Hrabala mawia się, że jest to poezja pisana prozą, u Grzyba i Osiowskiego jest to poezja pisana obrazem.

#grupawolno

Od 2018 roku Osiowski współpracuje również z młodą artystką, absolwentką warszawskiej ASP Julią Słonecką, tworząc wraz z muzykiem i reżyserem Antonim Gustowskim #grupęwolno. Osiowski i Słonecka wspominają swoje spotkanie: „Zaskoczyło nas, że tak podobnie myślimy o malarstwie. Od razu zdecydowaliśmy na współpracę”. Osiowski dodawał, że w tekstach teoretycznych Julii znalazł wiele wspólnego z tym, co sam pisał trzydzieści lat wcześniej. Młoda malarka podzielała również jego inspiracje Wittgensteinem czy fascynację Powiększeniem Antonioniego. Wspólne malowanie zaczęli już następnego dnia po spotkaniu. Podkreślają, że dużo rozmawiają, jednak ich naturalnym językiem pozostaje rysunek. Zaczęli od szkiców, które w trakcie pracy zamieniają się w notatki ze spotkań. Na arkuszu tektury dokonują syntezy swoich pomysłów będących owocem rozmów i eksperymentów formalnych. Uzupełnieniem rysunków są wklejane zdjęcia oraz kartki z kalendarza, które domykają całość w skończoną kompozycję. Tak powstają Dzienniki. Wiele z motywów, które po raz pierwszy pojawiły się w tej formie, znalazło swoje rozwinięcie w formie malarskich cykli. Przykładem jest Mona Lisa z Finlandii, Obrazy o relacjach czy Wyspy. W realizacjach tych powraca ważne dla całej grupy prowokacyjne hasło „nam wszystko wolno”, w domyśle zakreślające ramy, w których artysta ma przyzwolenie do nieskrępowanego działania.

Instrukcja obsługi lodówki, pudełko zapałek czy opakowanie od farb olejnych okazały się być dla artystów nieoczywistym źródłem pomysłów i tematów malarskich. W swoich wspólnych pracach odnoszą się do roli języka i jego funkcji, problemów tożsamości symboli i znaków oraz podejmują grę z konwencjonalnym myśleniem o sztuce przedstawiającej i abstrakcyjnej. Wyrazili to wprost w portrecie Platona z ironicznym dopiskiem „Mimesis. Rusrs?” (are you serious?). Z kolei seria prac Dojenie van Gogha stanowiła pytanie o rolę pamięci, sposoby interpretacji sztuki i o relacje sztuki z dzisiejszymi realiami rynku. Czy to van Gogh? Portret nierozumianego za życia artysty? Czy opakowanie po farbach? Żartobliwy i zaskakujący tytuł obrazu posłużył nazwie ich debiutanckiej wystawy w grudniu 2018 roku. Jest to także pewnego rodzaju manifest #grupywolno.

W trakcie spotkań dwójki malarzy płótno staje się polem eksperymentów i poszukiwania formy, której ostateczna postać wydaje się najsłuszniejszą w ujęciu dwojga artystów obdarzonych różnym temperamentem i bagażem doświadczeń, różnymi osobowościami. Słonecka i Osiowski podkreślają, że istotnym elementem wspólnych poszukiwań i dyskusji jest współpraca z Antonim Gustowskim. Osiowski mówi: „W pracowni nie tylko machamy pędzlami, a muzyka to nie tylko walenie w klawisze. Sztuka to namysł”. Osiowski też dużo pisze. Jego twórczość literacka, teksty teoretyczne, poezja i proza – szczególnie te z początków kariery, w ważny sposób podkreślają nierozłączność języka literackiego i malarskiego, ułatwiają odbiór sensów obrazów, ale także dają wgląd w integralność tych dwóch dziedzin. Warto podkreślić, że podobnie jak w swym malarstwie, Osiowski nie posługuje się konwencjonalnymi formułami; jego teksty przesiąknięte są żartem, nieraz myśli bywają sformułowane bardzo dosadnie. Teksty Osiowskiego, pisane od czasów studenckich, ożywione kompozytorskimi talentami Gustowskiego, zostały zaprezentowane publiczności w trakcie wernisażu debiutanckiej wystawy #grupywolno. Osiowski napisał o tej współpracy, przybliżając swoje zainteresowania historią, a przy okazji ujawniając charakterystyczne drogi skojarzeń, którymi grupa potrafi przenieść się ze starożytności do aktualnej polityki: „Jak malujemy z Julią, bo pytają. Malujemy instrukcję obsługi lodówki. Bo zgodziliśmy się, że obraz można namalować z każdego powodu. A że wnieśli lodówkę, to czemu nie? Pudełko zapałek? Też dobre. Szczególnie jeśli ma plamę przypominającą okrągły cień w scenie przy grobie; cień i ba zmarłego czy inne formy u stóp bogini Nut wychodzącej z sykomory by karmić zmarłego i jego ba. Czym jest ba? Duszą, po naszemu, podobnie jak ka i ach z tą różnicą, że ba przybierać mogło dowolną formę, np. ptaka z ludzką głową, a ka było zawszę przedstawiane jako człowiek, dokładniej w takiej formie, bo człowiekiem nie było. Bogini Nut, poza nieinteresującą nas teraz formą Kosmicznej Krowy, głownie zajmowała się wspieraniem nieba, i to nam odpowiada. Podobnie jak interesuje nas ka; jest nie tylko przedstawiane w formie człowieka, jest duchowym elementem towarzyszącym człowiekowi od narodzin, jest idealnym, pozbawionym wad wzorcem, w którym skupiają się nasze dobre cechy i energia witalna. Niektórzy dostrzegają tu pierwowzór platońskiej idei – a to prowadzi nas (prostą drogą) do mimesis, lecz zanim tam trafimy zanurzamy się w teologii heliopolitańskiej. Widzimy jak wielkie, fundamentalne wręcz znaczenie miało imię. Determinowało indywidualność człowieka, jego egzystencję. Tworzymy coś poprzez nazwanie, i odwrotnie – niszczymy poprzez niszczeniem imienia. Coś to komuś przypomina? Kogoś wygumkować? Zastępować? Usunąć z historii i zastąpić sobą samym?”.

Dojenie van Gogha – relacja z wernisażu

Relacja z wernisażu (14.12.2018) zorganizowanego przez HOS Gallery.


Żartobliwy i zaskakujący tytuł cyklu obrazów duetu Osiowski/Słonecka, który posłużył także nazwie debiutanckiej wystawy w grudniu 2018 roku, może zostać potraktowany również jako pewnego rodzaju manifest #grupawolno. Dojenie, które w potocznym języku bywa stosowane zamiennie z czasownikiem „wyłudzać” lub „eksploatować”, wywodzi się z refleksyjnego namysłu członków grupy nad płynną granicą między sztuką przedstawieniową a abstrakcją, a także nad funkcjonowaniem sztuki i jej wybitnych przedstawicieli w XXI-wiecznych realiach. Pochylenie się nad pozornie błahą kwestią jaką jest wizerunek malarza reprodukowany na tubkach farb doprowadził do rozważań nad konsekwencjami przeniesienia go na płótno. Czy logo wykonane przy wykorzystaniu lansowanego przez jego oblicze produktu, dzięki gestom artystów staje się dziełem sztuki, czy wciąż jest tylko fragmentem opakowania? W jednym ze swych tekstów Osiowski przywołuje wykład poświęcony roli estetyki, który przed laty w Londynie dał Timothy Binkley, w szczególności jedno znamienne zdanie odnośnie pracy Turnera, na którym widać krowę, ale cóż z tego, skoro nie da się jej wydoić. Cykl jest wyrazem przekonania o istnieniu osobnego porządku, którym rządzi się sztuka, będącego komentarzem, nie odbiciem rzeczywistości. Kreowana przezeń iluzja nie może być rozpatrywana w kategoriach interesów i użyteczności, będących nieodłącznym aspektem codziennego życia.
Na wystawie artyści przedstawili ponad sto wspólnych prac oraz po kilkanaście własnych. Wernisażowi towarzyszył happening z udziałem zespołu Antoniego Gustowskiego oraz wokalistki Zuzanny Iłendy. Kompozytorem muzyki do tekstów Marcina Osiowskiego jest Antoni Gustowski i on będzie reżyserował wideoart na podstawie zapisu z wernisażu.

2019 – opis

Z tego, że mnie – lub wszystkim – tak się wydaje, nie wynika, że tak jest.

To, że ludziom tak się wydaje, jest ich kryterium tego, że tak jest.

W tytułach obrazów: cytaty z prac Ludwiga Wittgensteina wymienionych poniżej w całości lub we fragmentach, lub uzupełnione lub zmienione przez autora, lub tytuły autora.

Ludwig Wittgenstein, Remarks on Colour, Basil Blackwell 1977, polskie tłum. “Uwagi o kolorach”, tłumaczenie Robert Reszke, Wydawnictwo Spacja 1998
Ludwig Wittgenstein, Culture and Value, First edition of Vermischte Bemerkungen 1977,
English translation 1980, Blackwell Publishers Ltd, translated by Peter Winch,
Ludwig Wittgenstein Tractatus Logico-Philosophicus
German-English languages edition, London, Kegan Paul, Trench, Trubner & Co., Ltd.
New York: Harcourt, Brace & Company, Inc., 1922
Original translation: C. K. Ogden, F.P. Ramsey
Wydanie uzupełnione Routledge & Kegan Paul Ltd., 1961,
Przekład Bogusław Wolniewicz, Wydawnictwo Naukowe PWN, 2000
Notebooks, 1914-1916
Ludwig Wittgenstein, Blackwell Publishers 1998,
English translation by G. E. M. Anscombe, First published 1961
Dzienniki 1914–1916, Marcin Poręba (tłum.), Warszawa, Spacja 1999
„Some Remarks on Logical Form”, Proceedings of the Aristotelian Society, 9 (Supplemental), 1929,
„Kilka uwag o formie logicznej”, Maciej Świerczyński (tłum.). Przegląd Filozoficzny – Nowa Seria, nr 1, 1997.
Über Gewißheit / On Certainty. Oxford: Blackwell 1969. O pewności, Małgorzata Sady, Wojciech Sady (tłum.). Warszawa: Aletheia 1993. O pewności, Bogdan Chwedeńczuk (tłum.), Warszawa: KR 2001.